Odkopane dzisiaj, napisane w 2014 roku. W jakim celu? Ujawnię w swoim czasie :)))

Moja przygoda z komputerami zaczęła się w roku ‘80 kiedy to z “eRdeFeneNu” wujek przysłał VIDEOPAC G7000 (http://pl.wikipedia.org/wiki/Videopac). Ten okres pamiętam jak przez mgłę, miałem dopiero 4 lata. Ale screenshoty sytuacji są w mojej głowie. Dostaliśmy kilka cartridge’ów i zabawa była niesamowita. Żaden z młodzików nie ma pojęcia o tamtych emocjach, gdy na czarnobiałym telewizorze, uruchamiało się grę, w dodatku po niemiecku (jeśli były napisy). Nastał stan wojenny i po nim rok ‘82, gdy pojawił się pierwszy Commodore. VC20. Tak, tak, VC20. To nic innego jak niemiecka wersja VIC20 (http://pl.wikipedia.org/wiki/Commodore_VIC-20). Ale, żeby nie było tak wesoło, to znów było życie pełne zmagań. Wujek w tym czasie (bo oczywiście VC20 był z Niemiec) prowadził w RFN firmę, która produkowała sprzęt do siłowni w formie wioślarza. Aby uatrakcyjnić trening, na ekranie urządzenia była gra wioślarz, napisana właśnie na VC20 i sprzężona z mechanizmem wioseł. Wioślarz poruszał się tak jak ćwiczący a ten ścigał się z komputerem. Nigdy tego nie widziałem, znam to tylko z opowiadań. Mój komputer wyglądał więc tak. Płyta główna od VC20, klawiatura od C16/116 (niektóre klawisze, z tego co pamiętam, działały inaczej niż były opisane, klawiatura była nie do końca kompatybilna z VC20. Dół obudowy ojciec zrobił z jakiegoś plastiku po starym radiu czy innym sprzęcie. To już było coś!!! Miałem Commodore. Dorastając pomiędzy podwórkiem, trzepakiem, grą w kapsle, w noża i autonogę (ciekawe jakie nazwy przybierała ta podwórkowa gra w Waszych miastach) pojawiały się typy z Atari 800XL, potem 65XE. Pamiętam znajomego ojca, który przychodził właśnie z 800XL, w wszyscy bawiliśmy się przez weekend. Oni dodatkowo pili przeźroczysty płyn którym nie dzielili się z synami 😛 To była totalna rzeźnia wizualna (komputery, nie dorośli po wodzie ognistej 🙂 VC20 vs Atari 800XL. SZOK. Ta grafika, ten dźwięk :))) i wciąż czarnobiały telewizor. Ale komu to przeszkadzało. Jedną z zabawniejszych sytuacji było używanie syntezatora mowy. Tak, tak. Na Atari był syntezator mowy. Odczytywane słowa były magiczne. Komputer do nas mówił!!! WOOOW… a te stare barany (w postaci ojca i kolegi ojca) zamiast wpisać Pana Tadeusza jako przykład… ehhh.. owszem, dobrze się domyślacie… to jest dupa! to jest ciul! kurwa mać! itd itd. My mieliśmy chwilowe zawstydzenie (choć podwórkowa łacina była już słyszana) oni płakali ze śmiechu z ATARI który te “świństwa” musiał powtarzać i mieli totalną polewkę z nas. Bo my nie wiedzieliśmy czy też możemy się śmiać. Po którymś tam razie, wszystko wróciło do normy. Syntezator przestał być zabawny a nam nie było już wstyd 😀 No i oczywiście idiotyczny akcent – bo syntezator był angielski. 

Ten wstępniak postanowiłem napisać niesiony falą sentymentów, wspomnień i emocji które są we mnie od zawsze, spotęgowane poznaniem chłopaków z…. dowiecie się w odpowiednim czasie. 🙂